3 medale z PŚ - RELACJA
- Napisane przez redaktor
1136 zawodników z 45 krajów reprezentujących, 132 drużyny w tym kilka Reprezentacji Narodowych, 3 medale dla KKSW Lubin to liczby tegorocznego Pucharu Świata odbywającego się w przepięknej włoskiej, miejscowości Riva del Garda. Dolny Śląsk, w jego skład wchodziło dwóch naszych zawodników, zajął w klasyfikacji medalowej bardzo wysokie 3. miejsce, co było ogromnym zaskoczeniem dla wszystkich. Wszystkie krążki dla lubińskiego klubu zdobył Gaweł Szczęsny (walki indywidualne do 63kg, drużynowe walki, drużynowe układy).W dalszej części newsa przedstawiamy szczegółowy opis przebiegu zawodów.
ŚRODA
Około godziny 10:30 docieramy na miejsce. Podróż mija mi bardzo szybko i przyjemnie, mimo, że jechaliśmy 18 godzin. Nasz HotelNim jednak udaliśmy się do hotelu na odpoczynek, odbieraliśmy identyfikatory, składaliśmy potrzebne dokumenty w centrum kongresowym zawodów. Po niecałej godzinie spędzonej na parkingu i podziwianiu wspaniałych widoków, które otaczały nas ze wszystkich stron, udaliśmy się do hotelu. Warunki mieszkalne były bardzo dobre. W pokojach było wszystko, czego potrzeba. Najbardziej atrakcyjny pokój przypadł najprawdopodobniej właśnie nam. Posiadaliśmy 2 spore balkony, z których był niesamowity widok. Po szybkiej kąpieli udaliśmy się na obiad. Pomijając to, że musiałem trzymać wagę, zjadłem wszystko, co mi podano :). Jedzenie również było bardzo smaczne. Resztę dnia spędziliśmy na rozmowach ze znajomymi, których dawno nie widzieliśmy oraz na spacerach po Riva del Garda.
CZWARTEK
Dzień, jak każdy, zaczął się o 6:30. Po umyciu się i zjedzeniu śniadania, trenerzy udali się na odprawę, a my na ważenie. Kolejka, którą zobaczyliśmy przed Halapomieszczeniem, wprawiła nas w osłupienie. Jak to zawsze bywa zaczęły krążyć plotki, ile kilogramów waga odejmuje, a ile dodaje. Najważniejszą informacją było jednak ta, że do ważenia można przystąpić tylko raz. Na szczęście cała ekipa DŚ mieściła się w limitach. Po ważeniu udaliśmy się wraz z trenerami na pizzę. Po powrocie do hotelu udało mi się zwołać chłopaków do ćwiczeń układu do drużynówki (byłem kapitanem). Wychodziło nam to bardzo średnio. Główną przyczyną mogła być trudność w koncentracji. Ćwiczyliśmy przecież na parkingu hotelowym. Jednak po około 30 minutach ćwiczeń zauważyliśmy, że jest coraz lepiej. Udaliśmy się na obiad. Po południu przyszedł czas na pierwsze starty,Riva del Garda / Droga na halę a mianowicie układy indywidualne. Na hali, która i tak była spora, nie było chociażby 5m wolnej przestrzeni do rozgrzewki. Od tego momentu przestałem narzekać na polskie zawody. Trybuny mieściły zaledwie 300-400 osób, a reszta zawodników wypełniała niedużą, pozostałą przestrzeń. Nie było mowy o jakimkolwiek rozgrzewaniu. Pierwszy na matę wyszedł Paweł Półtorak. Po wygraniu pojedynku z Irlandczykiem – Lynchem Davidem – musiał uznać wyższość Tomasza Hajduka z Polski. Dwie godziny później (!) wyszedłem do pierwszego pojedynku. Pokonałem Norwega (Henricka Edvardsena), Polaka (Patryka Kosterkę), Polaka (Bartka Cybula) i w końcu musiałem pogodzić się z porażką ze zwycięzcą kategorii, również Polakiem – Tomkiem Pelcem. Przegrałem najmniejszym możliwym werdyktem 3:2. Ostatecznie zająłem miejsca 5-8. Na tym samym poziomie zakończył rywalizację Tomasz Kiezik, kolega z drużyny DŚ.
PIĄTEK
Ten dzień był kluczowy dla Pawła Półtoraka, ponieważ rywalizował w kat. do 70kg. Wcześniej jednak wraz z dolnośląskim teamem rywalizowałem w układach drużynowych. Riva del GardaJeśłiby porównać czas, jaki zajęły nam ćwiczenia ,to uważam, że wypadliśmy bardzo dobrze. W finale musieliśmy jednak uznać wyższość zawodników z Dragona Janów. Paweł wygrał dość pewnie pierwszy pojedynek z Włochem – Alessio Giannettim. W tej walce miała miejsce niecodzienna sytuacja. Paweł podniósł nogę, chcąc kopnąć przeciwnika techniką ap chagi, lecz Włoch, zanim noga dotarła do niego, upadł na matę i symulował w bardzo widowiskowy sposób kopnięcie poniżej pasa. Za ten cyrk ostrzeżenie otrzymał oczywiście nasz zawodnik, co potwierdzało negatywne nastawienie sędziów do Polaków. W drugiej walce Paweł musiał pogodzić się z przegranym pojedynkiem z zawodnikiem Jamajki – Dominica Younga. W moim odczuciu był to zawodnik, z którym nie powinno być żadnych problemów. Mimo, że jest bardzo wysoki ,miał braki techniczne, które należało wykorzystać. Niestety Paweł tego nie zrobił. Wieczorem, jak zawsze, udajemy się do miasta, przez co mamy malutką przygodę z trenerami :)
SOBOTA
Sobota była dla mnie najważniejszym dniem ze wszystkich. Startowałem w walkach indywidualnych. Na hali było już więcejMedal dla Gawła! miejsca, więc można było przeprowadzić jakąkolwiek rozgrzewkę. Pierwszy pojedynek stoczyłem z Ukraińcem – Fynko Denisem – który wygrałem po dogrywce. Drugie starcie to walka z Izraelczykiem – Almogiem Sokolikiem. Nie był to wymagający przeciwnik. Trener Adam Alenowicz kazał mi walczyć jedynie rękoma, co przyniosło oczekiwany efekt, ponieważ Izraelczyk nie potrafił zatrzymywać mnie przednią nogą, a co za tym idzie - tracił punkty. W kolejnej walce przyszło mi się zmierzyć z Bartkiem Cybulem. W tej walce zabrakło mi jednak sił. Za bardzo podpaliłem się w poprzednich walkach i wykorzystałem cały zapas energii. Mimo tego, że walka nie wyglądała najgorzej, to jednak Bartek był górą. Główną i chyba jedyną przyczyną porażki był fakt, że punktowałem go rękoma (1pkt), a on nogami (2pkt). Z jednej strony czułem radość z medalu, a z drugiej pojawił się mały niedosyt.
NIEDZIELA
W tym dniu rozpoczynaliśmy walki drużynowe. Przyznam szczerze, że nastroje w naszej drużynie nie były „bojowe”. Wręcz przeciwnie, nie wierzyliśmy w siebie. Mieliśmy trudniej od pozostałych, ponieważ jako jedyna drużyna w naszej części drabinki mieliśmy przedbieg wraz z Irlandią. Przed walką z IrlandiąDo pierwszego pojedynku trenerzy wyznaczyli Pawła „Gucia” Dąbrowskiego. Jego pojedynek z zawodnikiem z kategorii +70kg zakończył się porażką („Gucio” walczy w kat. do 58kg). Do drugiego starcia trenerzy wyznaczyli Marcina „Kleszcza” Koziora, który stoczył fantastyczną walkę. Z zimną krwią wykorzystywał błędy przeciwnika z wysp. Wynik na tablicy wskazywał 2:2. W kolejnym pojedynku decyzją trenerów to ja wyszedłem na matę. Również byłem trochę za mocno podpalony, lecz mimo wszystko zdobyłem kolejne 2pkt. dla naszego zespołu. Najgorsze było to, że na hali panował straszny szum i nie było szans, aby usłyszeć jakąkolwiek radę ze strony trenerów, przez co zostałem zrugany. Przy stanie 4:2 postawiliśmy na naszego najlepszego zawodnika – Pawła Mieszczakowskiego, który bez trudu uporał się z Irlandczykiem. Wynik 6:2 pozwolił nam awansować dalej. To zwycięstwo podniosło nas na duchu i zaczęliśmy wierzyć w swoje umiejętności. Drugi pojedynek z TKD Lazio Team (Włochy) rozegraliśmy dopiero po obiedzie. Było nerwowo, ponieważ przyszliśmy na halę zbyt późno i musieliśmy walczyć bez rozgrzewki, za co zostaliśmy przez trenerów bardzo mocno „zjechani”. Rywalizacja z Włochami wyglądała bardzo podobnie i zakończyła się po trzech pojedynkach wynikiem 4:2 (Włosi mieli tylko 4 zawodników w zespole).Team Dolny Śląsk na podium! W kolejnym etapie musieliśmy stoczyć pojedynek z bardzo mocną ekipą Rosji. Rosjanie od razu wystawili swojego najlepszego zawodnika, którego podjął Paweł Dąbrowski. Werdykt był bardzo krzywdzący, ponieważ „Gucio” mimo ogromnej przewagi (wg. mnie i obserwatorów) jedynie zremisował. W drugim pojedynku wyszedł na matę niezawodny Marcin Kozior, który wygrał pojedynek i podniósł wynik do 3:1. Mogliśmy teraz wystawić naszego najlepszego Pawła Mieszczakowskiego, lecz rozegraliśmy kolejny pojedynek taktycznie. Wzięliśmy pod uwagę to, że Rosjanom został jeden dobry zawodnik i jeden słaby. Wiedząc, że wystawią tego najlepszego, gdyż to była ich ostatnia nadzieja, dobraliśmy do niego Tomka Kiezika. Ten z kolei już miał zwycięstwo w garści, lecz w ostatniej akcji „złapał” goro chagi na głowę, co zaważyło na naszej porażce. Wynik – 3:3. Do ostatniego pojedynku wyszedł Mieszczakowski, który wręcz zmiótł z maty słabego Rosjanina Bilboard(trener Rosji wycofał go po 30 sekundach walki). Przyszedł czas na finał. Podejmowaliśmy, tak jak w układach drużynowych, kolegów z Polski – Dragon Janów. Do pierwszego pojedynku trenerzy wyznaczyli mnie, lecz niestety przegrałem, tak jak i pozostałych dwóch naszych zawodników. Janów dysponował zawodnikami z dużo lepszymi warunkami fizycznymi, co było główną przyczyną naszego niepowodzenia. Mimo porażki i tak bardzo cieszyliśmy się z drugiego miejsca, bo był – w moim odczuciu - wielkim sukcesem. Wieczorem czekała na nas kolejna niespodzianka. Mianowicie Dolny Śląsk został 3-cią drużyną na Pucharze Świata. Wyprzedziła nas jedynie drużyna Polski i Irlandii. Takiej niespodzianki nikt nie przewidywał i nawet nie myślał, że coś takiego może się wydarzyć. W kilku słowach jest to ogromny sukces i należy tylko pogratulować wszystkim zawodnikom i oczywiście trenerom Łukaszowi Stawarzowi i Adamowi Alenowiczowi, którzy też dołożyli cegiełkę do tego sukcesu. Podsumowanie Świetne zawody, świetne wyniki, świetne miejsce, świetna atmosfera. Można tak wymieniać w nieskończoność. Jedynym przykrym i niemiłym zjawiskiem na tych zawodach były kradzieże. Kradli wszystko, co się tylko dało ukraść. Złodzieje wykazywali się ponadprzeciętną szybkością działania. Pomijając te niemiłe akcenty uważam, że organizatorzy stanęli na wysokości zadania i mimo , iż początkowo obraz zawodów nie wyglądał obiecująco ,z dnia na dzień był coraz lepszy. Za dwa lata kolejny Puchar Świata. Tym razem w bardzo odległym miejscu, choć równie ciekawym - Las Vegas. Istnieje już strona internetowa tych zawodów - http://itfwclasvegas2010.org/